Strona korzysta z plików cookies, zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania plików cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Msze Święte

    • Poniedziałek 18.00
------------------------------------
    • Wtorek 18.00
------------------------------------
    • Środa 8.00, 18.00
------------------------------------
    • Czwartek 8.00, 18.00
------------------------------------
    • Piątek 18.00
------------------------------------
    • Sobota 18.00
------------------------------------
    • Niedziela 8.00, 10.00, 11.30, 18.00
------------------------------------
  • Biuro Parafialne:
    w tygodniu po wieczornej Mszy, pon. - sob., 18.30 - 19.00

Intencje o uzdrowienie, świadectwa

Polecamy

Patron naszej parafii

Zbliżał się 13 sierpnia. Przyjaciele pragnęli spełnić największe pragnienie bł. Michała. Wspólne starania odniosły upragniony skutek i bp Michał Kozal otrzymał zezwolenie na odprawienie Mszy św. 13 sierpnia, w dniu rocznicy swej sakry biskupiej. Jego szczęście było tak wielkie, że przenikało całą jego osobę i ujawniało się na zewnątrz. Nawet władze blokowe na swój sposób starały się podkreślić ten uroczysty dzień: blokowy w czasie obiadu wywołał biskupa i ofiarował mu dolewkę zupy (pół litra wywaru z brukwi) i dokładkę ziemniaków (dwa ziemniaki w łupinach). Biskup od razu to dodatkowe pożywienie podarował jednemu z alumnów.
We wrześniu 1941r. wydzielono spośród księży wszystkich Niemców i tych, którzy się poczuwali do wspólnoty z narodem niemieckim i umieszczono ich w bloku 26, gdzie była kaplica, izolując ściśle od Polaków drutami. Od tej pory dla polskich księży kaplica była zamknięta.
Pod koniec października przywieziono do Dachau nowy transport księży polskich. Żeby zrobić dla nich miejsce, przeniesiono mieszkańców bloku 28 do bloku 30. Warunki życia odtąd bardzo się pogorszyły ze względu na zwiększenie ciasnoty. Do tego coraz trudniej było znosić życie obozowe bez przydziału pracy. Po sześciu godzinach snu, po porannym apelu, cały dzień więźniowie musieli wystawać na placu obozowym, dźwigać stukilogramowe kotły z jedzeniem dla całego obozu. Na bloku nie wolno było przebywać nawet chorym, zwolnionym ze szpitala po ciężkiej chorobie. Każdego dnia spośród tych więźniów wybierano sobie robotników do prac dorywczych: zimą do uprzątania śniegu, z magazynu do roznoszenia bielizny, do przenoszenia łóżek, do wyładowania transportu, do posypywania piaskiem ulic itp.
Któregoś dnia jeden z izbowych bloku 23, robiąc porządek w szeregach, napadł na biskupa Kozala, bił go okrutnie po głowie i twarzy, a potem leżącego już okrutnie skopał i pastwił się nad nim przez dłuższy czas. Ucho po tym pobiciu zaczęło boleć na dobre. Innym razem zastępca obozowego, któremu coś się nie spodobało na "trzydziestce" napadł na pierwszego z brzegu księdza, którego pobił i skopał. I znów był to biskup Kozal.
Wydaje się, że te fakty pobicia nie były przypadkiem. Biskup znany był w całym obozie. A skąd? Był w Dachau zwyczaj, że przy okazji wizyt różnych dygnitarzy, naukowców, dziennikarzy itp. Wzywano czterech więźniów pod bramę, gdzie czekali, aż goście łaskawie zechcą ich zauważyć i o coś zapytać. Jednym z tych czterech zawsze był Michał Kozal. Przy okazji tego wystawania pod bramą często bywał pozbawiony obiadu, czekało się godzinami z odkrytą głową na zimnie, w słońcu czy na deszczu. Było to też niebezpieczne, ponieważ nie wolno było powiedzieć prawdy. Dlatego bł. Michał z reguły nie odpowiadał na pytania, bo nie chciał mijać się z prawdą.
Jedną z trudniejszych do zniesienia stron obozowego życia był głód. Po kilku miesiącach w obozie nikt już chyba nie ważył więcej niż czterdzieści kilogramów. Siły powoli opuszczały. Na ciele występowały plamy i obrzmienia. Puchły przede wszystkim ręce i twarz. Wielu więźniów szukało ocalenia gdzie się dało, nawet z poniżeniem godności ludzkiej. Grzebano w śmieciach, dojadano resztki po esesmańskich psach, zdarzały się nawet przypadki kanibalizmu. Na tym tle szczególnie godna szacunku była postawa bł. Michała, który chociaż sam chodził z trudem, bo nogi miał spuchnięte, na zniekształconej obrzmieniem twarzy, z czarną opaską na chorym uchu, dla każdego miał dobry, łagodny uśmiech i z wszystkimi, których uważał za słabszych od siebie, dzieli się swoimi głodowymi porcjami jedzenia. Kiedy pracujący, otrzymujący z tego powodu trochę większe porcje chleba, chcieli się z nim dzielić, odpowiadał pogodnie: "Bardzo dziękuję za dobre serce, ale proszę zjeść samemu za moje zdrowie". Kiedy próbowano mu załatwić przydział do pracy, żeby mógł otrzymywać większe porcje żywności, mówił: "W obozie są inni, którzy potrzebują chleba". Zgłosił się natomiast do roboty na plantacjach, gdzie dla polskich księży nie było dodatkowego chleba. Na plantacjach tych hodowano na wielką skalę zioła lecznicze. Pracował tam biskup na siedząco, pod dachem, we względnym spokoju, wyrabiając torby do nasion i ziółek.
Ucho dokuczało biskupowi bez przerwy. Chodził wprawdzie na opatrunki, ale nie leczona choroba postępowała naprzód.
Od listopada i grudnia 1942r., pod wpływem klęsk na frontach, lekko złagodzono dyscyplinę obozową i pozwolono przesyłać więźniom paczki żywnościowe. Ksiądz Michał swoją pierwszą paczką, oczywiście, podzielił się z najbliższymi księżmi i alumnami. Dzięki tym paczkom zostało zażegnane widmo głodowej śmierci. Biskup Kozal wiedział jednak, że ofiara jego życia została przyjęta.
W tym czasie na bloku 30 wybuchł tyfus, ogłoszono kwarantannę, a blok odgrodzono drutami kolczastymi od innych bloków. Biskup Kozal czuł się coraz gorzej. Godzinami siedział przy stole, wsparłszy głowę na rękach. Pojawiła się gorączka, brak apetytu. Kapo szpitalny, który przybył na blok, żeby zadysponować, kto może być przyjęty do szpitala, brutalnie odtrącił bł. Michała. Obrzucając go wyzwiskami za udawanie choroby. Tymczasem jeszcze tej nocy biskup majaczył w gorączce. Następnych kilka dni już nie opuszczał łóżka. Rzadki chwile przytomności wypełniał żarliwą modlitwą, nie odwracając swojej uwagi od Boga, na którego czekał. Żegnał się ze współwięźniami, mówiąc znamienne słowa: "Wiecie, że życie moje już do mnie nie należy. Świta jutrzenka wolności. Już wam nie będę potrzebny. Odejdę od was".
W tym stanie po kilku dniach zabrano bł. Michała do szpitala, gdzie zmarł 26 stycznia 1943r. po południu.
Urzędowo ogłoszono, że umarł na tyfus, jednak najprawdopodobniej został dobity śmiercionośnym zastrzykiem. Mimo że współwięźniowie próbowali zachować ciało biskupa, spalono je w obozowym krematorium.
W obozie, gdzie śmierć była na porządku dziennym i mało kto ją zauważał, śmierć biskupa odczuli wszyscy. Ogół więźniów, w przeświadczeniu o świętości jego życia, za jego orędownictwem wzywał Boga w różnych potrzebach. Cichy kult biskupa zataczał coraz szersze kręgi. Po uwolnieniu z Dachau, latem 1945r., ks. kanonik Bolesław Kunka z Włocławka opracował memoriał o męczeńskim życiu biskupa Michała Kozala, który został przesłany do Rzymu z prośbą o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego.
14 czerwca 1987r. w Warszawie, podczas Mszy przed Pałacem Kultury i Nauki, Jan Paweł II dokonał beatyfikacji biskupa Michała Kozala.

Informację o patronie można znaleźć w książce ks. Tomasza Kaczmarka
Bp Michał Kozal "Mistrz Męczenników"

Pozycja ta przybliża postać błogosławionego Michała Kozala, biskupa i męczennika za wiarę, który zmarł w obozie koncentracyjnym w Dachau. Autor przedstawia zarówno drogi życia Biskupa Michała, młodości, pracy duszpasterskiej i wychowawczej wśród młodzieży oraz okres ostatnich czterech lat życia od przyjęcia sakry biskupiej do męczeńskiej śmierci. Zadaniem tej książki jest popularyzowanie postaci Mistrza Męczenników - patrona trudnych czasów.

ksiazka