Strona korzysta z plików cookies, zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania plików cookies w Twojej przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Msze Święte

    • Poniedziałek 18.00
------------------------------------
    • Wtorek 18.00
------------------------------------
    • Środa 8.00, 18.00
------------------------------------
    • Czwartek 8.00, 18.00
------------------------------------
    • Piątek 18.00
------------------------------------
    • Sobota 18.00
------------------------------------
    • Niedziela 8.00, 10.00, 11.30, 18.00
------------------------------------
  • Biuro Parafialne:
    w tygodniu po wieczornej Mszy, pon. - sob., 18.30 - 19.00

Intencje o uzdrowienie, świadectwa

Polecamy

Patron naszej parafii

 

 

kozal_obraz

"Niech będzie on jeszcze jednym patronem naszych trudnych czasów, pełnych napięcia, nieprzyjaźni i      konfliktów. Niech będzie wobec współczesnych i przyszłych pokoleń świadkiem tego, jak wielka jest moc  łaski Pana naszego Jezusa Chrystusa - Tego, który do końca umiłował" - mówił Ojciec Święty Jan Paweł II,  ogłaszając w roku 1987 biskupa Michała Kozala błogosławionym.

Urodził się w 25 września 1893r. w Nowym Folwarku koło Krotoszyna w diecezji gnieźnieńskiej. Jego  rodzice, Jan i Marianna byli rolnikami.
Michał skończył szkołę podstawową, następnie gimnazjum w Krotoszynie. Potem, w 1914r. wstąpił do    Seminarium Duchownego w Poznaniu, gdzie ukończył tzw. kurs teoretyczny. Ostatni rok studiów, tzw. praktyczny, ukończył w Gnieźnie. Tam też 23 lutego 1918r. otrzymał święcenia kapłańskie.
Bł. Michał pragnął potem podjąć studia specjalistyczne, uniemożliwiła mu to jednak nagła śmierć ojca, z powodu której musiał zająć się zapewnieniem utrzymania matce i siostrze. Przez kilka najbliższych lat pracował jako wikariusz w kilku różnych parafiach. Od początku był bardzo dobrym kapłanem, odznaczał się wielką gorliwością w prowadzeniu katechizacji, często spowiadał, z radością głosił Słowo Boże. Był wyrozumiały, uczynny i miłosierny wobec wiernych. Przez cały ten czas poszerzał też swoją wiedzę dzięki samokształceniu.
W uznaniu zarówno gorliwej posługi kapłańskiej bł. Michała, jak też jego wiedzy, w 1927r. prymas August Hlond mianował go ojcem duchownym Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Był to doskonały wybór, ponieważ bł. Michał okazał się doskonałym przewodnikiem sumień przyszłych kapłanów, którzy już wtedy uważali go za świętego męża. W 1929r. Michał Kozal został mianowany rektorem Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Tę funkcję pełnił do 1939r., kiedy to papież Pius XI mianował go biskupem pomocniczym we Włocławku. Konsekrowano go tuż przed II wojną światową – 13 sierpnia z rąk ks. biskupa Karola Mieczysława Radońskiego w katedrze włocławskiej.
Od pierwszych dni swojej posługi biskupiej bł. Michał zdobył u księży w swojej diecezji szczere oddanie, bezwzględny posłuch, głęboki szacunek oraz to, co najcenniejsze – miłość swoich księży. Tych kilka tygodni sierpnia, które poprzedzały wybuch wojny, nowy biskup poświęcił sumiennemu przygotowaniu się do trudnych obowiązków wikariusza generalnego i oficjała sądu I i II instancji. Zasięgał rad wszędzie, gdzie tylko mógł: u ustępującego kanclerza Kurii, ks. kanonika Bolesława Kunki, u specjalistów różnych działów nauk teologicznych. W godzinach poza pracą składał wizyty księżom i urzędowym osobistościom w mieście, a przede wszystkim codziennie bywał w pięknym, stylowym kościółku seminaryjnym św. Witalisa, u stóp Eucharystycznego Serca Jezusowego. Zapewne tam nabierał sił do czekającego go męczeństwa.
Poza tym przecież wiódł normalne życie, wypowiadał się więc też i na tematy polityczne. W tych ostatnich dniach przed wybuchem wojny tak oceniał Niemców: "Niemców poznałem dobrze, jeszcze z tamtej wojny... Formalizm prawny i chęć zachowania pozorów sprawiedliwości nie pozwoliły im wtedy jeszcze na jaskrawą i niczym nie umotywowaną krzywdę indywidualną... Teraz jednak to szaleńcy... Nie przypuszczałem, że mogą być tak przewrotni i obłudni... W tych strasznych czasach, które nadchodzą, szczególnie dużo módlmy się za Polskę...". 1 września Niemcy napadli na Polskę. Już od pierwszych dni wojny Włocławek był wielokrotnie bombardowany. Wobec planów obrony Wisły wydano nakaz opuszczenia domów leżących nad rzeką. Nakaz ten obejmował też i Michała Kozala. Biskup, zdecydowany pozostać ze swoimi wiernymi bez względu na niebezpieczeństwo, przeniósł się kilkaset metrów dalej, do gmachu seminarium duchownego, żeby mieszkańcom Włocławka dodawać otuchy, nieść pomoc i religijną pociechę. W tych dniach często można było charakterystyczną postać biskupa – szczupłą, lekko pochyloną – widzieć w drodze z seminarium duchownego do klasztoru oo. Reformatów, jak przemawiał do nieszczęśliwych, dodając im sił dobrym słowem, jak opatrywał rannych, jak jednał ludzi z Bogiem w Sakramencie Pokuty. Konfesjonał, w którym codziennie spędzał długie godziny, oblegany był przez tłumy włocławian. Jego nieustraszona, pełna poświęcenia postawa stała się wzorem na te ciężkie dni dla licznych duchownych i świeckich.
14 września wojska niemieckie wkroczyły do Włocławka. Od początku robiono wszystko, żeby zatrzeć i zniszczyć tu ślady polskości. Włocławek odtąd miał się nazywać Leslau. Którejś nocy obalono i zniszczono wszystkie krzyże przydrożne, kapliczki i święte figury, które od wieków strzegły dróg i rozstajów. Tej samej nocy po nieudanej próbie zniszczenia zamalowano smołą płaskorzeźbę na zewnętrznej ścianie bazyliki włocławskiej, przedstawiającą popiersie papieża Piusa XI.
Biskup Kozal nie patrzył na to bezczynnie. Opracował memoriał z wyszczególnieniem tych wszystkich gwałtów i przesłał jako protest do władz niemieckich. Nieco później wystosował drugi protest, przeciw konfiskacie domu collegium vicariorum i wyrzuceniu mieszkających tam księży. Oba protesty pozostały bez echa.
15 i 22 października 1939r. nastąpiły pierwsze aresztowania wśród duchowieństwa Włocławka. Osadzono w więzieniu, a potem wywieziono do obozów koncentracyjnych wszystkich księży prefektów i wszystkich księży, którzy uczyli w szkołach średnich, także innych przedmiotów niż religia. Biskup kilkakrotnie interweniował u władz niemieckich w tej sprawie, lecz bez rezultatu.
W drugiej połowie października bł. Michał został wezwany przez gestapo. Tam przedstawiono mu plany rzekomego uporządkowania życia religijnego w diecezji, żądając w tym celu spisu księży z Włocławka i okolic, ustalenia godzin nabożeństw w kościołach i głoszenia nauk w języku niemieckim. Przed odniesieniem się do tych żądań biskup poruszył sprawę aresztowanych księży, żądając ich uwolnienia. Gestapowcy obiecali sprawę wyjaśnić. Mimo to biskup odważnie przeciwstawił się Niemcom i nie zgodził się na głoszenie nauk po niemiecku. Jeszcze trzy razy odbyły się podobne spotkania na gestapo. Ostatnie 7 listopada 1939r. po południu. Tego dnia biskup otrzymał wyjaśnienie, że aresztowanie księży było nieporozumieniem, że niedługo zostaną zwolnieni, i zapewnienie, że dalszych aresztowań księży nie będzie.
Tego samego dnia, 7 listopada wieczorem aresztowano biskupa Michała Kozala i wszystkich pozostających jeszcze we Włocławku biskupów i alumnów. Razem 44 osoby.
Gdy gestapowiec zjawił się wieczorem z nakazem aresztowania i dał biskupowi dziesięć minut na spakowanie rzeczy osobistych, bł. Michał dał przykład poczucia godności i męstwa. W pewnej chwili gestapowiec urągliwie położył mu rękę na plecach. Biskup strząsnął tę rękę i powiedział: "W więzieniu będziecie mogli robić, co i jak wam się spodoba, tu jednak jeszcze ja gospodarzem jestem. Prawem gospodarza tedy proszę nie zapominać, że stoi pan przed biskupem katolickim".
Aresztowania tego dnia trwały do późna w nocy. Wszystkich zbierano na placyku przed gmachem seminarium duchownego. Stał tam już biskup Michał Kozal, witając gromadki aresztowanych uśmiechem, dodając im otuchy. Kiedy proszono go, żeby pozwolił wziąć swoją walizkę, odmówił grzecznie, ale stanowczo. Potem wszystkich zamknięto w dawnej kaplicy w więzieniu, a biskupa umieszczono w osobnej celi na wprost wejścia, wystawiając na szykany więziennych dozorców. W dzień i w nocy co pewien czas oświetlano celę reflektorami, żeby niepokoić więźnia. Przed drzwiami jego celi w dzień i w nocy wywoływano nazwiska więźniów prowadzonych na stracenie. W dzień i w nocy z trzaskiem otwierano drzwi, uderzano w nie kolbami, repetowano karabiny, żeby straszyć więźnia, że nadchodzi egzekucja. Do tego dołączył niepokój o resztę aresztowanych księży, o losy diecezji.